SPLENDOR

15 lipca 2011

Jak obliczyć wartość samochodu

Jak obliczyć wartość samochodu

Sprzedaż samochodu to okazja do odzyskania części kosztów jego zakupu i napraw, czy modyfikacji. Każdy kupujący chciałby, aby zaoferowano mu jak najlepszą i najuczciwszą cenę. Wartość pojazdu przy transakcji kupna/sprzedaży nie powinna być ani zaniżona, ani zawyżona.

W jakim celu wyceniamy?

Poza wymienioną sprzedażą i kupnem samochodu z drugiej ręki, oszacowanie jego wartości będzie również przydatne przy ubezpieczaniu auta. Taka wycena jest dobrą bazą większości polis komunikacyjnych. W momencie zniszczenia lub uszkodzenia pojazdu i wymogu wypłaty odszkodowania, znajomość realnej wartości naszego samochodu pozwoli nam ocenić, czy Wycena wartości samochoduzaoferowane przez ubezpieczyciela zadośćuczynienie jest uczciwe i pozwoli nam na skuteczną likwidację zaistniałej szkody. Jak pokazuje doświadczenie, niektóre zakłady asekuracyjne potrafią zaniżać wartość auta, tym samym obniżając wypłatę odszkodowania. Takich nieuczciwych praktyk nie da się wyeliminować, ale można je wykryć i kwestionować decyzję ubezpieczyciela, będąc wyposażonym w odpowiednią wiedzę.

W jaki sposób wycenić samochód?

Wiemy już, że posiadanie informacji o realnej wartości naszego samochodu jest ważne. W jaki sposób zdobyć wiedzę na ten temat? Na rzeczywistą wartość naszego auta ma wpływ wiele czynników, takich jak: stan techniczny, przebieg, model, dodatkowe wyposażenie i modyfikacje, uszkodzenia i historia wypadkowa. Własnoręczna wycena "na oko" nie wchodzi w rachubę. Do tej pory dostęp do profesjonalnych, nieustannie aktualizowanych katalogów posiadały tylko osoby zawodowo zajmujące się procedurą takiej wyceny (takie jak na przykład mechanicy samochodowi i rzeczoznawcy zakładów ubezpieczeniowych). Od paru lat jednak takie informacje są powszechnie dostępne również w internecie. Różne strony internetowe proponują swoim odwiedzającym dostęp do bazy danych, w której po znalezieniu interesującego nas samochodu mamy możliwość dowiedzieć się jakie są jego dotychczasowe notowania na rynku wtórnym.

Metody kalkulacji

Dwa najbardziej popularne systemy w naszym kraju proponujące dostęp do bazy danych cen samochodów na europejskim rynku wtórnym to: Eurotax (EurotaxGlass's International) i Info-ekspert. Towarzystwa ubezpieczeniowe wykorzystują oba te systemy w swojej działalności.

Na stronach Eurotax mamy możliwość wykonania darmowej wyceny na podstawie marki i modelu pojazdu. Odnajdziemy tam również profesjonalną wycenę, którą można zamówić indywidualnie, niestety nie jest ona darmowa. Notowania Eurotax'u są zawsze aktualne oraz honorowane przez większość zawodowych rzeczoznawców. Interesującą opcją jest ta, pozwalająca nam do wartości auta dodać także koszt wyposażenia dodatkowego, co likwiduje problem wyceny samochodów modyfikowanych. Ponadto w serwisie Eurotax możemy od razu wydrukować potrzebne informacje dotyczące wyceny na przydatnej wywieszce informacyjnej (np. do umieszczenia na szybie auta).

Innym rozwiązaniem jest także krajowy serwis Info-ekspert, który oprócz internetowej bazy danych publikuje także broszury i katalogi dla ekspertów. Na łamach serwisu możemy także pobrać program komputerowy umożliwiający wycenę.

Naturalnie w sieci internetowej znajdziemy z łatwością również inne serwisy oferujące podobne usługi. Większość opiera się jednak o ten sam algorytm wprowadzania danych, nie powinniśmy więc mieć z nimi żadnych problemów.

Dokładność

Posiadając w ręku wycenę pojazdu opartą na analizie ceny giełdowej samochodów, możemy z powodzeniem przy jej pomocy dokonywać transakcji zakupu i sprzedaży, lub podpisywania umów ubezpieczeniowych. Miejmy jednak świadomość, że taka wycena (jeśli nie stworzona specjalnie na potrzeby naszego pojazdu), pomimo że bardzo przydatna, jest w dalszym ciągu wyłącznie orientacyjna. I tak, jeżeli nasz samochód jest bardzo dobrze zadbany i dodatkowo wyposażony, możemy żądać lepszej oferty i odwrotnie, jeżeli auto było intensywnie użytkowane, cena może ulec obniżeniu. Bierzmy to również pod uwagę zanim zareklamujemy ocenę rzeczoznawcy ubezpieczeniowego. Jeśli jednak cena znacznie odbiega od podanej w serwisie wartości, nie bójmy się kwestionować decyzji zakładu i prosić o wyjaśnienie, czy zmianę opinii.

--
Stopka


Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl - Twojego źródła artykułów do przedruku.

14 lipca 2011

Koniec męczenia się ze zmianą koła

Koniec męczenia się ze zmianą koła

Przed faktem poradzenia sobie z odkręceniem koła w samochodzie w najmniej spodziewanych okolicznościach (noc, deszcz) był chyba każdy. I co, zawsze znajdzie się jedna bądź kilka śrub których prawie nie da się odkręcić standardowym kluczem - a oto recepta dla każdego.

O tym, jak trudno jest odkręcić zapieczone śruby przy użyciu standardowego klucza , będącego na wyposażeniu samochodu, wie każdy kierowca. Często ta prosta czynność wymiany koła jest niewykonalna bez pomocy drogowej właśnie dlatego, że standardowy klucz wymaga użycia dużej siły nie zapewniając przy tym stabilnego połączenia ze śrubą koła.

Dzięki opracowaniu unikalnego rozwiązania konstrukcyjnego ( zgłoszonego do UPRP nr W119394 ), Klucz do Kół obniża 12 krotnie siłę potrzebną do odkręcenia śruby a przy tym jest zakładany na 2 śruby jednocześnie, z których jedna jest odkręcana a 2-ga przeciwległa służy do stabilizacji klucza.

Powyższe rozwiązanie sprawia, że wymiana koła nie sprawia kierowcy żadnego problemu. Klucz znakomicie radzi sobie z luzowaniem zapieczonych lub mocno przykręconych śrub zarówno w przypadku felg stalowych jak i aluminiowych. Swobodna regulacja zastosowana w urządzeniu umożliwia stosowanie go dla różnych rozstawów śrub zarówno w przypadku felg przykręcanych na 4, 5 czy nawet 6 śrub. Potwierdzeniem wysokiej przydatności klucza przekładniowego jest przyznanie medalu na Targach Narzędzi w Sosnowcu we wrześniu 2010 roku.

Ponadto klucz charakteryzuje się niewielkimi wymiarami ( opakowanie handlowe w postaci tekturowego pudełka o wym. 140x120x80 ) i ciężarem ( 1,5 kg ), co po zapakowaniu go w dołączony worek brezentowy, pozwala na łatwe przechowywanie w bagażniku lub innych częściach pojazdu. Zapraszamy do obejrzenia filmu przedstawiającego działanie klucza w serwisie YouTube.

---

Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

13 lipca 2011

Złodziej nigdy nie śpi

Złodziej nigdy nie śpi

Autorem artykułu jest Adstone



Volkswageny Passat i Golfy, Audi A4 i A6, Seaty Leon, Skody Octavie, Toyoty Corolla, Fiaty Seicento i 126p. to samochody, na które w ubiegłym roku złodzieje polowali najczęściej. Na policję zgłoszono w Polsce w ubiegłym roku nieco ponad 16. tys. przypadków kradzieży samochodów. Ile z nich udaje się odnaleźć nim zostaną rozebrane w dziuplach na części?

kradzież autŚrednio co pół godziny kradzione jest w Polsce auto - tak podaje portal auto-swiat.pl. Czas niezbędny na kradzież samochodu to kilkadziesiąt sekund, choć są i tacy złodzieje, którzy robią to znacznie szybciej. Wszystko zależy od modelu oraz zabezpieczeń. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2010 r. w Polsce zgłoszono 16 098 przypadków kradzieży samochodu. Sprawców złapano w 22,4 proc. przypadków.

Najwięcej samochodów ginie w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców, a najczęstszym miejscem kradzieży są ulice i przylegające do nich miejsca parkingowe. W tych rejonach, w ubiegłym roku, skradziono aż 14 280 aut. Według danych policji, do kradzieży dochodzi często również na parkingach przy centrach handlowych i w ich okolicach (224 sztuki), z garaży (181 sztuk), sprzed domów jedno lub wielorodzinnych (122 sztuki), na stacjach paliwowych (50 sztuk), w rejonach lasów, pól i łąk (64 sztuki), przy ogródkach działkowych (33 sztuki), z terenu budowy (29 sztuk), z dworców autobusowych, kolejowych, obszaru kolei, przystanków komunikacyjnych (33 sztuki).

Do najskuteczniejszych rozwiązań przeciw kradzieżowych należą specjalizowane urządzenia elektroniczne. Zgodnie z Przemysłowym Instytutem Motoryzacji, dzieli się je na cztery klasy skuteczności: klasę popularną, standard, profesjonalną oraz specjalną. Do tej ostatniej należą między innymi urządzenia monitoringu satelitarnego pojazdów, których skuteczność jest najwyższa na rynku.

Monitoring GPS to idealne rozwiązanie dla wszystkich, którym zależy na aktywnej ochronie swojego samochodu przed kradzieżą. Monitorowanie pojazdu umożliwia m.in. wezwanie pomocy w sytuacji wystąpienia zagrożenia kierowcy lub ładunku (przycisk antynapadowy), przesłanie sygnału o włamaniu z zainstalowanego w pojeździe autoalarmu, zaalarmowanie w momencie wystąpienia przechyłu podczas postoju (użycie lawety).

Jednym z liderów w tego typu ochronie od wielu lat jest firma Juwentus. Jako nieliczni w Polsce łączą ochronę obiektów stałych z ochroną pojazdów. Wieloletnie doświadczenie firmy w połączeniu z możliwością interwencji ponad stu załóg na terenie całego kraju umożliwia szybsze namierzenie i zabezpieczenie skradzionego samochodu. Po otrzymaniu sygnału alarmowego operator centrum monitorowania zawsze kontaktuje się z właścicielem, aby upewnić się, czy alarm nie jest fałszywy. Jeżeli pojazd został skradziony, pracownicy namierzają go i natychmiast podejmują interwencję celem jego odzyskania. W przypadku firmy Juwentus, auto zabezpieczane jest przez ich własne grupy zmotoryzowane, równolegle zgłaszają kradzież na Policję i wspólnie podejmują próbę odzyskania pojazdu.

Firma Juwentus każdego miesiąca obejmuje monitoringiem pojazdy w dziesiątkach przedsiębiorstw, ale także wśród klientów indywidualnych w całej Polsce. Urządzenie można zakupić, bądź dzierżawić. Można również przez okres 4 miesięcy bezpłatnie przetestować system. Wtedy we wskazanych pojazdach bezpłatnie zamontowane zostaną sterowniki firmy Juwentus i przekazane zostanie oprogramowanie, które umożliwia indywidualną obserwację pojazdów oraz łatwe tworzenie rozmaitych raportów i analiz. W odróżnieniu od wielu firm Juwentus udostępnia je bezpłatnie. Firma gwarantuje również szybki montaż urządzeń. Przeprowadzają go etatowi instalatorzy, a nie podwykonawcy. Samochód można podstawić do warsztatu lub wezwać instalatora, który przyjedzie we wskazane miejsce postoju pojazdu. Wielu klientów docenia wynikającą z tego znaczną oszczędność czasu.

---

Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

12 lipca 2011

Dlaczego warto jeździć oszczędnie?

Dlaczego warto jeździć oszczędnie?

Autorem artykułu jest Aleksander Sowa



Musimy przyznać dość otwarcie, że jako społeczeństwo, jesteśmy w pewnych sferach życia bardzo zacofani. Jasno musimy sobie to powiedzieć – jeśli chodzi o świadomość ekologiczną w naszym kraju jest tragicznie.

Spójrzmy chłodno prawdzie w oczy i odpowiedzmy sobie na pytania: czy segregujesz odpady w swoim śmietniku? Sprawdzasz na opakowaniach produktów czy są one przyjazne środowisku? Zakręcasz wodę, kiedy myjesz zęby? W ogromnej większości odpowiedź brzmi – nie!

Powodów jest wiele. Narodowa martyrologia jest mi obca ale mimo to zdaje sobie sprawę, że stan ten, to efekt przede wszystkim ignorancji ekologicznej kolejnych ekip ustawodawczych oraz braku społecznych konstruktywnych dyskusji na te tematy. Jaki jest sens segregowania odpadów w domu kiedy potem i tak trafiają na wysypisko. Po co kupować przyjazne produkty skoro sprzedawane są w opakowaniach, które nie rozłożą się przez milion lat? No właśnie – muszą działać Ci z ulicy Wiejskiej ale również i my? A co możemy?

Możemy zużywać mniej paliwa, i nie tylko dlatego, że rachunek ekonomiczny jest prosty ale właśnie z wielu innych przyczyn. Zmniejszenie zużycia paliwa przez każdego z użytkowników na jedynie 100 przejechanych kilometrach o jeden tylko litr paliwa, jest realnym i dosyć łatwym do osiągnięcia w większości przypadków wynikiem. Powiesz, że litr nic nie daje. Oszczędzony 1 litr od każdego z 10 użytkowników powoduje bilans oszczędności 10 l. Kiedy użytkowników będzie 1000 jest i około tony oszczedności. Przy 10 milionach użytkowników oszczędność wyniesie tysiąc ton. A na drogach świata porusza się około 850 milionów pojazdów. To daje 85 tysięcy ton, tylko przy ograniczeniu zużycia paliwa o lit na każde przejechane 100 km. A wiec litr to wcale nie tak mało. Pamiętać trzeba jeszcze ponadto, że rocznie zwykły przebieg samochodu do minimum 10 tys. km (często 20, 30 i więcej tysięcy km) a nie 100 km z rachunku powyżej.

Takie teoretyczne ograniczenie zużycia paliwa daje również o całe 3,3 dnia dłuższe istnienie złóż ropy, gazu czy węgla na ziemi w perspektywie ich wyczerpania w ciągu najbliższych 50 lat. Taka oszczędność generuje zupełnie inne perturbacje: zmniejsza emisje zanieczyszczeń do atmosfery.

Według wyników badań naukowych WHO* istnieją mocne powiązania pomiędzy obecnym stężeniem zanieczyszczeń w powietrzu, spowodowanym spalinami samochodów a występowaniem poważnych problemów zdrowotnych u ludzi. Ruch samochodowy emituje zanieczyszczenia powietrza, które trafiają do organizmu wraz z wdychanym powietrzem, dostając się głęboko do płuc, powodują zniszczenie delikatnych komórek. W samej tylko Europie pyły samochodowe odpowiedzialne są za 25 mln dodatkowych zachorowań wśród dzieci na schorzenia górnych dróg oddechowych i ponad 32 tysiące dodatkowych zgonów na rok. Smog zimowy powoduje wzrost liczby zawałów serca o 6 tysięcy rocznie, połowa z nich prowadzi do śmierci. Wdychanie benzenu zawartego w spalinach to przyczyna śmierci 3000 (wyłącznie Brytyjczyków) rocznie. Wśród tych przypadków znajduje się również 70% zachorowań dziecinnej białaczki. Tlenek węgla zawarty w spalinach łączy się z hemoglobiną (hemoglobina transportuje tlen) we krwi i utrudnia jej prawidłowe krążenie, co powoduje dolegliwości związane z układem krążenia, sercem, centralnym układem nerwowym. Spaliny mogą działać rakotwórczo. Z szacunków WHO wynika, że w Europie umiera rocznie co najmniej 80 000 ludzi na choroby wywołane skażeniem powietrza przez ruch samochodowy.

Na szczęście emisja spalin jest ciągle ograniczana technologicznie. Postęp w tej dziedzinie jest ogromny, choć nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. Współczesne samochody mają aż 500 razy czystsze spaliny niż samochody z lat 50-tych i 20 razy bardziej czystsze niż auta z 70-tych lat.

Co 3 sekundy na świecie wymiera 1 gatunek jakiegoś żywego organizmu tak jak Tur, Dodo czy Moa. Co możemy zrobić jako zwykli kierowcy? Jest pewna filozofia – ekodriving. Pozwala ona obniżyć zużycie paliwa o 20% przy okazji zmniejszając o 30% ryzyko udziału w wypadku. Jakie są założenia ekodrivingu?

Przede wszystkim filozofia ta zakłada najogólniej mówiąc, zrównoważony sposób prowadzenia pojazdu, bez gwałtownych hamowań samochodu w zakresie 1500 do 2500 obr./min, z przyśpieszaniem wciskając „gaz” do 3/4 ale bez agresywnych zachowań, z wyłączaniem silnika kiedy będzie stał dłużej niż 30 sek. Bez dojeżdżania do skrzyżowań na „luzie”. Ecodriving to także dbałość o stan techniczny samochodu, bez wożenie zbędnych ciężarów, z właściwym ciśnieniem w ogumieniu i bez spoilerów wielkich jak umywalka.

Może właśnie dlatego, tak naprawdę warto jest jeździć oszczędnie? To możemy my, a ustawodawca... to zupełnie inny temat.

*WHO (World Health Organization) – Światowa organizacja zdrowia

---

Aleksander Sowa

www.wydawca.net


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy Robert Kubica wróci na tor ?

Czy Robert Kubica wróci na tor ?

Autorem artykułu jest Tomasz R.



Wypadkiem Roberta Kubicy interesowali i interesują się nie tylko pasjonaci zawodów Formuły 1, ale także wielu Polaków, którzy najzwyczajniej kibicowali polskiemu rodzynkowi w tych najbardziej elitarnych zawodach motoryzacyjnych.


Przypomnijmy, ze 6 lutego bieżącego roku Robert Kubica zasiadł w fotelu kierowcy samochodu rajdowego marki Skoda Fabia, aby uczestniczyć w amatorskim rajdzie Ronde di Andora, który odbywa się we Włoszech. Prowadzący samochód oraz jego pilot, Jakub Gerber ulegli wypadkowi, w skutek którego Robert Kubica doznał wielokrotnego złamania prawej ręki oraz nogi, a także zmiażdżenia nogi. W skutek tego wypadku zagrożona była nie tylko kariera polskiego kierowcy, ale także jego życie. PO wypadku polski kierowca przebywał w szpitalu Santa Corona w Pietro Ligure, gdzie też odbyły się wszystkie dotychczasowe operacje mające na celu ratowanie kończyn Roberta.
Kierowca opuścił szpital dopiero po ponad 2,5 miesiąca, dokładnie 24 kwietnia.
Coś się teraz z nim dzieje?
Dokładnie nie wiemy, ponieważ Robert jak zawsze woli mieć wokół siebie spokój. Na pewno możemy powiedzieć, że przechodzi coraz intensywniejszą rehabilitację, która ma mu pomóc w powrocie do fotela kierowcy formuły 1.
Jednak jakie szanse ma polski kierowca na to, że jeszcze poprowadzi sportowy bolid z najtrudniejszych i najbardziej elitarnych wyścigach na świecie ?
Żaden z lekarzy zajmujących się Robertem nie chciał lub nie potrafił do tej pory jednoznacznie wypowiedzieć się na temat szans powrotu Kubicy na tor. Sam polski kierowca znany jest ze swojej ambicji i konsekwencji i w pierwszym swoim wywiadzie po wyjściu ze szpitala zapowiedział, ze chciałby powrócić na tor jeszcze w tym roku. Również Renault zapewniało, ze fotel kierowcy zawsze będzie na niego czekać.
W tym momencie ciężko nam ocenić kiedy i czy w ogóle Robert wróci na tory formuły 1. Pewne jest na pewno to, że gdy się to uda, to jego pierwszy wyścig po wypadku będzie jednym z największych wydarzeń w świecie motoryzacji, a także w naszym kraju, gdzie o zainteresowaniu Robertem niech świadczy sama ilość i ranga wiadomości poświęconych jego wypadkowi.
Mi jako kibicowi Roberta wypada powiedzieć tylko „Dawaj Robert !”

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Formuła 1 - Wygrani i przegrani GP Hiszpanii 2011

Formuła 1 - Wygrani i przegrani GP Hiszpanii 2011

Autorem artykułu jest Arek Leszczyński



Serwis Formula-one.pl tradycyjnie po każdym Grand Prix Formuły 1 wybiera wygranych i przegranych wyścigu. Kto po ostatnim weekendzie może czuć się dumny, a kto powinien jak najszybciej zacząć myśleć o kolejnym wyścigu?

Wygrani:

Sebastian Vettel

Vettel pierwszy raz w tym sezonie przegrał kwalifikacje, o ile można użyć słowa „przegrał” w stosunku do kogoś, kto startuje z pierwszej linii. Na starcie wyprzedził szybko partnera z zespołu – Marka Webbera, a dzięki odpowiedniej taktyce i wyrobionej wcześniej przewadze przeskoczył w pit stopie prowadzącego przez pierwszą część wyścigu Fernando Alonso. Kiedy trzeba było – wyprzedzał, udowadniając niedowiarkom, że nie jest tylko mistrzem uciekania, kiedy trzeba było – bronił się umiejętnie przed Lewisem Hamiltonem, nie oddając prowadzenia aż do mety. Pierwszy raz w życiu wygrał też wyścig, w którym nie prowadził po pierwszym zakręcie. Pytanie o to, czy ktoś jest w stanie zatrzymać Sebastiana w drodze po drugą mistrzowską koronę, staje się już po pięciu wyścigach coraz bardziej retoryczne.

Lewis Hamilton

Miał chrapkę na zwycięstwo, miał też możliwości, dysponując miejscami najszybszym bolidem na torze. Dzięki szarżom Hamiltona wyścig do samego końca trzymał w napięciu, a Red Bull Racing nie mógł być nigdy pewny zwycięstwa. W ostatecznym rozrachunku Anglik przegrał z jednak wciąż niedoścignionym Red Bullem, ale mimo to pozostaje jednym z niewielu kierowców, którzy mogą rzucić w tym roku wyzwanie Vettelowi. Nawet sam Sebastian cieszy się, że w końcu ma jakąś konkurencję. Tym bardziej cieszą się fani.

Jenson Button

Po katastrofalnym starcie (spadek z pozycji 5 na 10) Jenson obrał odpowiednią strategię (3 pit stopy w porównaniu z 4 pozostałych czołowych kierowców), która tym razem (w odróżnieniu od tego, co zobaczyliśmy 2 tygodnie temu w Turcji) zadziałała. W połączeniu z agresywną, kiedy trzeba było, jazdą i odpowiednim zadbaniem o (znienawidzone już przez kierowców) opony dało mu to kolejne w tym sezonie podium.

Michael Schumacher

Trzeba otwarcie przyznać, że nie jest to wciąż ten Schumi, którego chcieliby oglądać jego dawni fani. Nowych fanów F1 (tych którzy zaczęli interesować się wyścigami po 2006 r.) Michael też pewnie do siebie nie przekonuje – ktoś kto nie oglądał dawnego Schumachera może wciąż nie rozumieć, co wspaniałego jest w kierowcy, który zdecydowanie nie olśniewa. I choć Schumacher wciąż pewnie nie bawi się wyścigami tak, jakby sobie tego życzył i nie zajmuje miejsc, o jakich zapewne marzy, to jednak w Hiszpanii zaliczył start o niebo lepszy niż w Turcji. Już na początku przebił się o kilka miejsc. W dalszej części może nie błyszczał, ale przynajmniej odgonił kilka demonów i pokonał w końcu kolegę z zespołu – Nico Rosberga, zaliczając jednocześnie swój najlepszy start w sezonie.

Nick Heidfeld

Podczas trzeciej sesji treningowej Nick udowodnił, że nie na próżno zwą go Quick Nick, opuszczając płonący bolid w imponującym tempie błyskawicy. Pożar zmusił go do przesiedzenia kwalifikacji w garażu i odesłał na ostatnie miejsce na starcie. Być może Heidfeld nie był w niedzielę kierowcą najbardziej przyciągającym wzrok – w jego jeździe nie było ani dramaturgii spadku Alonso, ani brawury pogoni Hamiltona, a realizator stosunkowo rzadko raczył nas ujęciami jego bolidu. Jednak niezauważenie Nick przebił się z miejsca ostatniego na 8., a taki wyczyn w nie najszybszym przecież bolidzie Renault zasługuje na uwagę i uznanie.

Sauber

Najmniej doświadczony (jeśli chodzi o kierowców) zespół w stawce znów pozytywnie zaskoczył widzów. Obaj kierowcy zdobyli punkty mimo że obaj startowali do wyścigu spoza pierwszej dziesiątki. Kobayashiemu tym bardziej należą się słowa uznania – już na pierwszym okrążeniu przebił oponę, przez co był zmuszony natychmiast odwiedzić mechaników. Mimo to udało mu się przejechać wyścig na 3 pit stopy i znów wzbogacić dorobek zespołu o kolejny punkcik. Im więcej takich wyścigów tym więcej głosów „Kobayashi/Perez do Ferrari”. Problem tylko w tym, że w Ferrari oba miejsca są zajęte, a nawet jeśli jakieś się w najbliższym czasie zwolni, to wciąż tylko jedno, a wartościowych kandydatów na nie jest co najmniej dwóch.

DRS, KERS, Pirelli

Tor w Montmelo przyzwyczaił nas w poprzednich latach do monotonnych procesji. Nowe opony, KERS i DRS umożliwiające do tej pory szaleńczą jazdę, dały w połączeniu z nudnym zwykle torem mieszankę prawie idealną. Po orgii wyprzedzeń w Turcji, przyprawiających widzów o zawrót głowy, otrzymaliśmy w Hiszpanii wyścig ciekawy, emocjonujący, trzymający w napięciu do ostatnich sekund. Nadal widzieliśmy przykłady mijania (zamiast wyprzedzania) wynikające z różnic w stanie ogumienia, czy walki w strefie wyprzedzania (ale też poza nią). Nowe przepisy i ogumienie wyszły jednak w miniony weekend obronną ręką, udowadniając, że z nawet najnudniejszych do tej pory wyścigów można, przy odrobinie chęci, zrobić miły dla oka spektakl. Z kolei długa prosta startowa umożliwiła nam obejrzenie jednego z bardziej fascynujących startów w ostatnim czasie.

Przegrani:

Mark Webber

W sobotę o 15 mogliśmy mieć nadzieję na odrodzenie Webbera, który właśnie w Hiszpanii odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w poprzednim sezonie. Mark ze swoją skwaszoną miną nie wyglądał co prawda jak człowiek, który wygrał właśnie kwalifikacje, pokonując być może najszybszego obecnie kierowcę, ale można było mieć nadzieję, że w niedzielę podejmie walkę. Tak się jednak nie stało – Webber znów kiepsko wystartował (do czego nas już w tym sezonie przyzwyczaja), spadając od razu o dwie pozycje, potem utknął za Fernando Alonso, tracąc cenny czas, co uniemożliwiło mu nawiązanie walki o podium z Jensonem Buttonem. Kierowca, który przez większość sezonu był w zeszłym roku na równi z późniejszym mistrzem świata, Sebastianem Vettelem, w tym roku wciąż sprawia wrażenie człowieka przegranego.

Ferrari

Zaczęło się źle – od zdelegalizowania tylnego skrzydła (co zdaniem przedstawicieli teamu i tak nie miało jednak wielkiego wpływu), potem na chwilkę pojawił się promyk nadziei, kiedy Fernando Alonso wyciągnął bolid na 4. miejsce w kwalifikacjach. Atomowy start Alonso, który przebił się nieoczekiwanie na prowadzenie, nadzieje te rozbuchał. A potem balon pękł. Ferrari wciąż nie ma dobrego tempa kwalifikacyjnego, ale w niedzielę do tych braków doszło jeszcze słabe tempo wyścigowe (coś dokładnie przeciwnego do tego, co widzieliśmy jeszcze dwa tygodnie temu w Turcji, kiedy Ferrari dorównywało w niedzielę tempem Red Bullowi). Brak docisku aerodynamicznego i problemy z twardymi oponami, na których Alonso musiał przejechać ponad połowę dystansu, sprawiły, że strata ok. 20 sekund do Vettela na okrążeniu 29. wzrosła tak bardzo, że dwukrotny świata został na ostatnich okrążeniach zdublowany przez dwóch pierwszych kierowców. Nie tego oczekiwała hiszpańska publiczność, tym bardziej że przez pierwszych 19 okrążeń Alonso jechał na pierwszej pozycji „walcząc jak lew” (słowa Stefano Domenicaliego) i odpierając ataki zdecydowanie szybszych rywali. Felipe Massa był wolny przez cały weekend, odstając zdecydowanie od kolegi, a awaria skrzyni biegów na 58. okrążeniu tylko przelała kielich goryczy.

Witalij Pietrow

Pietrow w kwalifikacjach zajął 6. miejsce, a zespół miał ochotę na więcej. Rosjanin wystartował słabo i w końcu po mało efektownym wyścigu dojechał do mety poza strefą punktowaną, dając się pokonać m.in. startującemu z ostatniej pozycji Nickowi Heidfeldowi. Nie takiego występu zespół oczekuje od kierowcy, który otwarcie przyznaje, że widzi się w roli lidera teamu.

Heikki Kovalainen

Gdyby wygranych i przegranych wybierać w sobotę, Kovalainen byłby jednym z pierwszych na liście wygranych – po raz pierwszy od czasu kiedy jeździ w Lotusie udało mu się awansować do Q2, więcej: był to pierwszy w historii awans do Q2 całego teamu. Heikki na laurach nie osiadł i nie poprzestał na samym tylko awansie, ale zajął w Q2 świetne 15. miejsce, pokonując obu (oszczędzających opony) kierowców Force India. W wyścigu radził sobie nieźle, będąc nawet w pewnym momencie na 8. pozycji. Potem jednak zdarzył mu się wypadek i w ten oto sposób cały spektakularny sukces dnia poprzedniego poszedł na marne.

Williams

Williams przechodzi trudne czasy, zaliczając jeden z najgorszych startów sezonu w swojej historii. Rubens Barrichello nie awansował w sobotę nawet do drugiej części kwalifikacji i nie krył rozgoryczenia, mówiąc w rozmowie z BBC, że bolid do niczego się nie nadaje. Pastor Maldonado spisał się w sobotę o wiele lepiej, zajmując wysokie, 9., miejsce. Na nic się to jednak zdało, bo obaj kierowcy ukończyli wyścig bez punktów. Efekt? Po 5 wyścigach jeden z najbardziej utytułowanych teamów w historii F1 ma wciąż zerowy dorobek punktowy.

---

Formula-one.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Cabrio Ferrari doczekało się tuningu!

Cabrio Ferrari doczekało się tuningu!

Pierwsze w historii Ferrari z elektrycznie otwieranym aluminiowym dachem doczekało się tuningu. Oto Ferrari California spod ręki Edo Competition.

Pierwsze w historii Ferrari z elektrycznie otwieranym aluminiowym dachem doczekało się tuningu. Oto Ferrari California spod ręki Edo Competition.



California to wyjątkowy model, gdyż jego ośmiocylindrowy silnik umieszczony został z przodu, a nie centralnie. Do tej pory nad przednią osią Włosi montowali jednostki sześcio- lub dwunastocylindrowe.

Fabryczna moc V-ósemki Californii to 460 koni mechanicznych, co pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie około 4 sekund i osiągnięcie prędkości maksymalnej ponad 300 km/h.



Specjaliści z Edo Competition postarali się jednak o „wykrzesanie” z silnika jeszcze lepszych parametrów. Teraz jednostka napędowa produkuje 500 koni mechanicznych mocy i maksymalny moment obrotowy o wartości 500 niutonometrów. Tuner zmienił między innymi komputer sterujący pracą silnika, układ wydechowy oraz katalizatory.



Wszystkie przeprowadzone modyfikacje sprawiły, że California z bardzo szybkiej stała się jeszcze szybsza. Sprint do pierwszej „setki” zajmuje 3,9 sekundy, a prędkość maksymalna wzrosła do 315 km/h.



Kolejne zmiany obejmują sportowe zawieszenie (obniżone o 35 mm) oraz kombinację kół w rozmiarach od 20 do 21 cali z niezwykle szerokimi oponami (nawet 295/25 ZR 21). W Edo Competition można zażyczyć sobie także nowe wykończenie wnętrza.


--
Stopka

kapral


Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl - Twojego źródła artykułów do przedruku.

Następna odsłona Hyundaia Elantry

Następna odsłona Hyundaia Elantry

Debiutująca parę miesięcy temu piąta generacja Elantry zachwyciła zwiedzających targi motoryzacyjne w Los Angeles. Prezentacja nadała rozpędu dystrybucji modelu poza granicami macierzystej Korei, gdzie była dostępna jeszcze przed pokazem samochodowym w USA.

W porównaniu z poprzednim wcieleniem, nowa Elantra przedstawia się bardzo oryginalnie i pomysłowo. Koreański producent zrobił wrażenie na zwiedzających targi, przedstawiając auto atrakcyjne i świeże, zaprojektowane od nowa. Lekko unosząca się ku górze linia nadwozia podkreśla zwrotny charakter Elantry, co jest trendem ostatnio popularnym w przemyśle motoryzacyjnym, widzianym między innymi w modelu Honda Accord. Elantra ma jednak to do siebie, że jest wyraźnie smuklejsza, i mniej muskularna.

Przyjemnie wyglądające nadwozie nieco przywodzi na myśl "księżycowego łazika", czyli Hondę Civic VIII. Przeciągnięte na boki przednie reflektory dodają autu dynamizmu, o czym z resztą świadczy bardzo mały współczynnik oporu, wynoszący zaledwie 0,28.

Dowodem na zmianę koreańskiej mentalności jest całkiem hojna oferta wyposażenia standardowego, które obejmuje klimatyzację, nawigację satelitarną oraz podgrzewane siedzenia.

Wielkim plusem pojazdu jest też staranne wykończenie wnętrza, z użyciem materiałów o widocznie wysokiej jakości, czyli jeszcze jeden dowód na poważne zmiany w koreańskim podejściu do produkcji samochodów. W projekcie deski rodzielczej i panelu przedniego nie ma przesady, bowiem jest on ograniczony do tego, co jest użytkownikom potrzebne. Prostota obsługi bez niepotrzebnych udziwnień kokpitu i wynalazków.

Rodzaj modelu oferowany ma rynku amerykańskim jest wyposażony w motor benzynowy 1.8 l, z mocą 148 KM. Hyundai oferuje także motor 1.6 GDI, o mocy 140 KM, oraz silnik dieslowski 2.0 CRDi (140 albo 180 KM).

Poza najnowszą Elantrą, Hyudai planuje jeszcze kolejny debiut, pod nazwą Azera (lub Grandeur). Póki co, większość szczegółów okryta jest zasłoną tajemnicy, a dostępne są jedynie oficjalne zdjęcia i garść informacji: samochód ma się znajdować mniej więcej w klasie pomiędzy Sonatą, a limuzyną Genesis. Do napędu wykorzystany będzie silnik benzynowy, najmniejszy o pojemności 2.4 l/ 201 KM, a największy o pojemności 3.3 l/ 286 KM.

--
Stopka

Dominik Fidor

Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl - Twojego źródła artykułów do przedruku.